Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
About Deviant Artist Member Aleksandra23/Female/Poland Groups :iconphotography-universe: Photography-universe
We came to take you a photo.
Recent Activity
Deviant for 7 Years
Needs Premium Membership
Statistics 1,563 Deviations 29,850 Comments 59,843 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

Webcam

Donate

black-cat16 has started a donation pool!
558 / 1,000
I need points for paid stock. I hope there are people who have too much of them and want to donate.
I can give something back. A drawing, a llama (though I hate llamas), a stamp (I am stamps maker) or maybe something else.

You must be logged in to donate.
  • :iconnyaasu:
    Nyaasu
    Donated Sep 25, 2013, 2:21:21 PM
    25
  • Anonymous
    Anonymous Deviant
    Donated Jul 26, 2013, 9:43:11 AM
    500
  • Anonymous
    Anonymous Deviant
    Donated Jul 23, 2013, 3:15:50 AM
    10
  • :iconemilswalker:
    Emilswalker
    Donated Jun 6, 2013, 5:13:48 AM
    3
  • :iconcheekypj:
    CheekyPJ
    Donated Mar 31, 2013, 4:39:44 AM
    20
Wkurwia mnie brak polskich znaków w tytułach. To wygląda kaleko.

Tak w ogóle to witaj, plebsie. Jak już kiedyś wspomniałam, normalnych ludzi nie witam, bo się ich boję. Ponieważ od stycznia i od tego żurnala nie nudziłam nikogo swoimi wypocinami, i, ponieważ nie mam co robić, postanowiłam napisać kolejną karteczkę z pamiętniczka. W sumie powinnam była ruszyć dupę trochę wcześniej, jako że trochę się wydarzyło. W skrócie: zmieniłyśmy mieszkanie, nabyłam króliki (o tym zamiarze wspomniałam w styczniu), przetrwałam sesję...
Co do mieszkania, to nie zamierzam się rozpisywać. Na świeżo napisałabym o tym osobny żurnal, teraz to już mi się nie chce. W zasadzie to jest trochę do napisania. Od początku. Mieszkanie, standardowo, wynalazła PaniFowl. Wydawało się naprawdę fajne (ale to poprzednie też wydawało się fajne...), więc pojechałyśmy je zobaczyć. Oczywiście, moim rodzicom się to nie spodobało i próbowali mi odradzić przeprowadzkę, ale ja nie zamierzałam (ani Olka) mieszkać w tym syfiastym syfie w syfiastym bloku, gdzie na klatce jebało, a ludzie darli mordy, nie wspominając o niewychowanych psach, które ujadały), więc, mimo dezaprobaty rodziców, w końcu ustaliliśmy wszystko, łącznie z terminem przeprowadzki. Właściciele pozwolili nam nawet wprowadzić się trochę wcześniej. Ogólnie mieszkanie to przybudówka przy czyjejś chacie, kawał od centrum Poznania. Niedaleko jest jakieś zadupie, torowisko i... zsyp złomu. Ale, ponieważ całe życie niedaleko mojego domu przejeżdżają pociągi, to już nawet nie słyszę, jak ten złom napieprza. Pociągów tym bardziej nie słyszę. Za to słyszę dzieciarnię właścicieli. To wkurwia gorzej niż cokolwiek innego. A to dlatego, że nie znoszę dzieci. Ale mieszkanie nie jest takie złe. Mi się podoba, chociaż właściciele mają centralne i Olce cały czas było zimno. Mi jakoś nie. Przez większą część mojego życia mieliśmy centralne i zimą temperatury ~17 stopni były normalne. Teraz, gdy mamy kominek, gdy przyjeżdżam do Kołobrzegu, zwyczajnie pocę się jak świnia, bo mi za gorąco, dlatego to nowe mieszkanie bardzo mi pasuje. I do tego płaci się mniej. Żadne żule nie drą mordy, a poza tym złomem nie ma jakiegoś hałasu. Do pętli jest raptem 10 minut drogi, a do Tesco 5... Żyć, nie umierać. Bardzo mi to odpowiada.
Zanim jeszcze się przeprowadziłyśmy (na krótko przed faktem), sprawiłam sobie króliki, Kaszankę i Paszteta. Z Kaszanką dotąd mam problemy, bo ta jest bez przerwy zasmarkana i trochę już na nią kasy przepieprzyłam u weterynarza. Co się podleczyła, to katar wracał. Teraz, gdy wyjechałam na wakacje do Kołobrzegu, znowu wrócił i Olka siedzi z zasmarkanym futrzakiem. Mam nadzieję, że to małe gówno przeżyje, bo w Poznaniu będę dopiero pod koniec września. Ten królik ma zwyczajnego pecha. I w zasadzie jeszcze nie wiem, co zrobię z nią i z Pasztetem we wrześniu, skoro Olka przyjeżdża do Kołobrzegu. Tak, tak, moi rodzice nie wiedzą nic o królikach, bo się na nie nie zgadzają. Dotąd.
Gdy już mieszkałyśmy w nowym mieszkaniu, przetrwałam sesję. Było jak było, zdałam ją dobrze, chociaż do końca myślałam, że ujebię ekonomię. Ale wszystko inne poszło. Średnia powyżej 4,5 to nie taka zła średnia. Już po sesji postanowiłam pojechać do domu do Kołobrzegu na wakacje, by tam znaleźć jakąś pracę. W końcu zaoszczędzi się na żarciu, dojazdach etc. Praca się znalazła. Na początku wydawała mi się w porządku, teraz, po miesiącu, już mnie wkurwia. Poszłam na pomoc kuchenną (licząc na to, że czegoś się cichcem poduczę) i nawet zapowiadało się fajnie. Ciężko, ale fajnie. Pracuję na zmianę od 7 rano do 19:30. Dopiero teraz ludzie okazali się strasznie zmienni. W sumie nie wiem, czy to jest zmienność czy dwulicowość. W zasadzie mam to w dupie, bo najgorsze co mi mogą zrobić, to wyjebać z tej pracy, ale i tak wkurwia mnie to, kiedy ktoś z miłego staje się kutafonem. Planowałam tam pracować do połowy września, ale sobie odpuszczę. Murzynopraca nie jest dla mnie, a stawka jest plebejska. Jakoś mi to nie odpowiada. A mogłam jechać za granicę...
Z przyszłych wydarzeń: planowałam jechać (o ile dostałabym wolne na ten dzień) na Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie pierwszego sierpnia, ponieważ Lasftm powiedział mi, że będzie tam Corvus Corax. Nie dość, że łaziłam za kucharką ustalającą grafik, by wyżebrać ten 1 sierpnia, to jeszcze dzisiaj sprawdziłam i CC nie ma już w spisie. Chyba zrezygnowali. W zasadzie to nawet dobrze, bo nie poczuję zawodu, jak się okaże, że nie będę mogła mieć wolnego. Ale na sam Festiwal chętnie bym pojechała. Kij, że sama. Już sama nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Jutro do pracy. No kurwa.

Dziwne, jakiś krótki ten żurnal jak na pół roku nie pisania. Pewnie dlatego, że mam żałosną pamięć i wszystko powylatywało mi z głowy. Och. Tak w ogóle, zakochałam się w książkach Tolkiena. I nadal, kurwa, nie mogę kupić ostatniej, którą mam do przeczytania, bo kutasiarze z urzędu już ponad miesiąc przelewają mi zwrot podatku. Czasami mam ochotę wziąć granatnik i się tam wybrać, bo jestem bez grosza. A człowiek bez grosza to wkurwiony człowiek. Dziw, że ten urząd jeszcze stoi. "W ciągu tygodnia przelejemy" niech sobie wsadzą. Ostrym kantem. A i tak w ogóle, spojrzałam na biurko i przypomniało mi się coś jeszcze, czym muszę się pochwalić: PaniFowl, a ciotka Kaszanki i Paszteta, podarowała mi na urodziny pewien ciekawy artefakt w postaci pierścienia na łańcuszku. Jak ja mogłam o tym zapomnieć? W przyszłym roku ja będę musiała wymyśleć coś zajebistego jako rewanż (tehehe).

Aha, z głupszych rzeczy nagle wpadła mi do głowy sytuacja z wczoraj, kiedy to już prawie wkurwiłam się, że Lastfm znowu robi sobie jaja. Zacznę od tego, że ponad tydzień temu zrobiłam reinstalację systemu, bo mi Limbo nie działało. Wczoraj siedzę nad czymś, wchodzę na swój profil na Lastfm i patrzę, nie dowierzam. Ostatnie skroblowanie sprzed niemal tygodnia? Co jest, kurwa?! I nagle mnie tknęło: od tygodnia nie zainstalowałam sobie aplikacji Lasta... Rychło w czas sobie przypomniałam.

_______________________UPDATE_______________________


Ponieważ po napisaniu powyższego wydarzyły się dwie dość grube rzeczy, postanawiam wypocić przedłużenie.
Po pierwsze: byłam w Wolinie na Festiwalu Słowian i Wikingów (i przy okazji na koncercie Corvus Corax), po drugie: wyjebali mnie z roboty. Po kolei.
Jak już wyżej wspomniałam, od początku pracy trułam o wolne na 1szego, by móc jechać do Wolina. Do 31, do wieczora tego dnia, wydawało się, że już na bank je dostanę, ale okazało się, że jedyny kucharz, jakiego tam mają, postanowił wziąć sobie dzień wolny, też na 1szego, wobec czego wszyscy inni muszą być w kuchni. Dodam, że wyżebrał to wolne tego samego dnia, 31szego, nikogo nie informując, jedynie szefostwo. Fajowo. Znalazłam się w ciemnej dupie, bo miałam przyjść, ale jeśli by się okazało, że przyszedł ktoś na zastępstwo (a w tym ośrodku mają kurewski problem ze słownością), to mogłabym iść do domu. Kurwa, kurwakurwaaaaa... Cóż, pieprznęłam drzwiami i poszłam do domu. Żegnaj, perspektywo koncertu... Cóż, 1szego poszłam do pracy i gdzieś tak po kwadransie przyszedł koleś, który miał tam pracować. Uratował mi tym dupę, bo mogłam iść w pizdu, ponieważ wyrównała się liczba ludzi do pracy. Czułam się jakby spłynęła na mnie łaska Valarów. Co najmniej. Jakoś około 9 byłam już w drodze do Wolina, a łaskawcą, który mnie tam wiózł, była moja mamuśka. Chciałam jej tego oszczędzić i jechać pociągiem czy coś, ale Wolin to zadupie, nie miałabym jak wrócić tak, by być na całości. W ostateczności zakładałam jednak jechanie pociągiem, nawet jakbym nie mogła iść do pracy następnego dnia to pies to srał. I tak zarabiałam tam gówno. Rzecz jasna, nie założyłabym takiego skrajnego wyjścia, gdyby to była stała praca.
O ile wyżej napisałam o swoich wątpliwościach co do koncertu, ponieważ strona Festiwalu i Lastfm były w konflikcie pod tym względem, to potem stwierdziłam, jak bardzo się myliłam. Ale to dopiero późno, 1szego dnia Festiwalu, może w jego połowie. Ale i tak chciałam tam jechać, choćby dlatego, by wyrwać się z tego gówna, w którym pracowałam.
Wyjaśnię, że co roku Festiwal ma miejsce w osadzie, gdzie na tę okazję rozstawiają w cholerę namiotów, w których przebierańcy (takie pozytywne świry) sprzedają naprawdę kozackie rzeczy (zbieram 900 zł na miecz). Gdzieś tam w centrum odbyło się kilka pokazów małych zespołów grających muzykę średniowieczną, a trochę dalej napieprzali się mieczami Wikingowie albo Słowianie. Według planu (który dano na wejściu, a który był inny niż ten w Internecie) koncertY miały się zacząć dopiero po 19:00. A że mamuśka była trochę przeziębiona, powiedziała, że za cholerę tyle nie zostanie, zwłaszcza, że występy skończą się pewnie przed północą. Żeby było śmieszniej, poszłyśmy sobie jeszcze na drugą stronę rzeki (gdzie, z tego co widziałam, odbywało się coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak festyn, ale z zupełnie innej okazji). I dobrze, że mnie namówiła, by tam iść, bo właśnie tam była duża scena. Po podejściu do niej faktycznie okazało się, że rozstawili na niej cały swój epicki badziew CC. O ile nie wiem, jak to jest łazić ze wzwodem, to wtedy faktycznie go miałam. Takiego żeńskiego. W zasadzie to wtedy to mamuśka pojechała do domu, bo wg plakatu (trzecie źródło) w mieście okazało się, że koncert jest nie o 19:00 a o 21:00. Udało mi się namówić tatuśka, by przyjechał po mnie... I całe szczęście, bo nie wiem, jakbym przeżyła niepójście na ten koncert. Miałam więc czekać około pięć godzin, bo co mi pozostało? Najpierw popatrzałam na próbę, która sama w sobie była zajebista (to słabe słowo) i w zasadzie to nie mogłam wyjść z podziwu. Jeśli to było zajebiste, to koncert musiał być jaki? Moimi wielkimi planami było nie tyle zobaczenie tego występu co wypytanie o pewne utwory (oni mają niektóre w kosmicznych językach, a informacji o tym nie sposób znaleźć - dodam, że jestem bardzo dobra w przeszukiwaniu szamba zwanego Internetem) i zdobycie autografów. Nienawidziłam siebie za te pomysły, bo kontakty z ludźmi to dla mnie coś gorszego niż walka ze smokiem. Ale jednocześnie bardzo chciałam wcielić te idee w życie. Ja pierdolę. Nie ma nic gorszego niż wewnętrzny konflikt. W międzyczasie, gdy siedziałam i się nudziłam, podbiły do mnie jakieś laski, które, nie dość, że gadały ze mną, to jeszcze dawały mi piwo. To jest dziwne. Ludzie omijają mnie szerokim łukiem. Ale to też jakieś pojebki, więc fajnie się z nimi gadało. Przynajmniej nie nudziłam się przez te pięć godzin. Z jedną z nich polazłam później na tyły sceny, wcielić w życie plan dotyczący pytań. Wydarzyła się wtedy śmieszna rzecz.
*stoją sobie za tymi śmiesznymi bramkami, którymi otacza się zwykle scenę, ponieważ mogły tam sobie stać, przyprowadzone przez jednego z muzyków. W czasie czekania podbija organizator, patrzy na nas jak na idiotów (dlaczego my kurwa stoimy za tym ogrodzeniem)*
Ja: Nie patrzy pan tak dziwnie, ja tylko przyszłam o coś spytać.
O: Żeby z tego pytania pani przypadkiem w ciążę nie zaszła.
Ja: *myśli*: co kurwa. *ze śmiechem*: Chyba aż tak daleko to nie zajdzie.
Ja pierdolę. Okej. Wymiękłam.
Było to krótko przed koncertem. A sam koncert? Jest już 4ty sierpnia, a ja nadal nie mogę pozbyć się uroku, pod działaniem którego znalazłam się 1szego. Nie mogę go dobrze opisać, ale była to najbardziej magiczna rzecz, jaką widziałam od... właśnie, nie wiem, co ostatnie (i kiedy) sprawiło, że byłam pod takim wielkim wrażeniem. O ile wcześniej uwielbiałam CC i uważałam, że jest zajebiste, to zobaczenie ich na żywo zmieniło mój światpogląd. To jest absokurwalutnie epickie, a wszystkie inne zespoły z ich średniowieczną muzyką to nic. Nie, żebym je krytykowała, bo lubię wiele innych. Po prostu nic więcej nie jest tak bardzo satysfakcjonujące. Sam występ to były dwie godziny absolutnego nakurwu (tak, średniowieczną muzyką też można nakurwiać), zajebistości, darcia mordy i skakania/falowania łapami/udawania, że umie się tańczyć. Because, if fucking Germans order you to dance and shout, you obey them. Wyjaśnię, że CC mają wiele bardzo szybkich utworów, których, nawet gdy słucha się w domu, nie sposób słuchać w bezruchu. O ile nienawidzę tańca, to przy średniowiecznym napieprzaniu mogłabym zmienić zdanie. Serio, przy tym naprawdę można tańczyć, gdyby się ktoś zastanawiał. Tak samo jak przy metalu. Ale to też zależy jakim.
Dopiero gdy to się skończyło, czułam, jak bardzo zjebana jestem. Było po 23:00, ale i tak czułam się wspaniale. I ciągle pod wpływem uroku, czaru, zwał jak zwał. Poszłam więc po płytę, a jak już ją zdobyłam, wykonałam misję z autografami (i side mission: ask about hand shakes). W grze zobaczyłabym wtedy komunikat: Achievement unlocked. Naprawdę, to takie dziwne. Dzisiaj, 4czwartego sierpnia, naprawdę zastanawiam się, czy to w ogóle się wydarzyło naprawdę. Tak, jaram się jak jakaś, zarzucając z angielszczyzny, fangirl. Ale jaram się od gimbazy, kiedy to z muzyką CC zapoznała mnie osoba, która kiedyś była moją przyjaciółką. Dzięki jej za to. Niech jej bogowie wynagrodzą.
Po imprezie zadzwonił do mnie tatusiek, który wjechał w zły zjazd (pojechał na Szczecin...) i poinformował, że muszę poczekać. No, trudno. Nie wiedziałam tylko, jakim sposobem podniosę dupę do pracy następnego dnia. Na szczęście szybko ogarnął. W domu byłam po 1:00, wciąż z WHAT THE FUCK HAPPENED TODAY na twarzy. Gorzej, że tym darciem ryja rozwaliłam sobie gardło, które już i tak mnie pobolewało od rana, a rano obudziłam się totalnie rozwalona, z katarem i zmielonym mózgiem. Pojechałam do pracy (zawoził mnie ojciec, który i tak jeździł tamtą trasą). W pracy wytrzymałam jakoś tak z godzinę, bo planowałam zapytać o wolne, by wyzdrowieć. Serio, nie mogłam pracować. Są ludzie, którzy chorują tak, że nic im prawie nie jest, ale mnie totalnie rozwala. Spytałam więc szefowej (o której i tak wiedziałam, że nienormalna), czy mogę dostać wolne, bo czuję się naprawdę źle i jestem na antybiotyku (naprawdę byłam). Zrobiła mi tylko awanturę, że migam się od pracy, a jak mnie boli gardło, to mam wziąć tabletkę, do tego aspirynę (zapomniałam powiedzieć, że jestem uczulona na salicylany i nie mogę brać aspiryny) i tyle. Dodała, że nawet gdybym skręciła nogę, to mogłabym pracować, zrobiwszy sobie okład. Trochę mnie to powaliło... Nie pomogło to, że chciałam jej przynieść zwolnienie od lekarza. Zanim spróbowałam coś wynegocjować (nie lubię kłócić się z idiotami), wymówiła mi umowę. Nawet nie próbowałam tego odwołać. Pojechałam do domu w pizdu.
Reakcja ojca: srał ją pies.
Reakcja mamuśki: To co, już chorować nie wolno? Znajdziesz inną pracę.
Swoją drogą, moja mamuśka powiedziała, że znała tę babę i wiedziała, że ona jest posrana, ale nie ostrzegła mnie, by nie zniechęcać mnie do pracy. Dzięki, mamo... W ogóle jakoś nie przejmuję się tym. Na drugi rok pieprzę to wszystko i jadę za granicę. Wiadomo, szkoda trochę, bo kasa, ale nie jestem aż w takiej dupie, by pracować za wszelką cenę. To chore, by w tym kraju nie wolno było być... chorym. Lubię Polskę, ale za niektóre absurdy należy jej się solidny wpierdol. Albo może raczej ludziom, którzy ją rujnują swoim buractwem. Rozumiem, że jest pełni roboty latem w hotelu, ale że jak, mam sobie z tego powodu zrobić krzywdę? Zresztą, czytałam regulamin. Wynika z niego, że chory pracownik ma wypierdalać do domu na wolne. Chorym nie wolno pracować. Szkoda, że same szefostwo ma to w dupie. Ale co tam, żarcie z bakteriami jest spoko. Bierze mnie obrzydzenie, kiedy pomyślę, że ktoś, kto kicha i smarka, robi żarcie, które potem jem.
Jutro, właściwie to już dzisiaj, jadę złożyć kolejne CV. Mam nadzieję, że coś się znajdzie. Potrzebuję kolejnego 1k, by kupić obiektyw. A, tak w ogóle, dzisiaj urząd ruszył dupę z przelaniem mi zwrotu podatku. Planowałam już iść tam i ich zjebać, więc dobrze, że mi tego oszczędzili. Nie lubię opierdalać ludzi. To chamskie. Wiem, że to nie wina pani w okienku, tylko jakichś kutafonów wyżej, ale wciąż wkurwia.
Idę rysować. Jarając się CC.
  • Mood: Stunned
  • Listening to: Corvus Corax - Spielmannstanz
  • Reading: Silmarillion
  • Watching: You
  • Playing: On your nerves
  • Drinking: Woda bez kreski nad o

AdCast - Ads from the Community

×

Comments


Add a Comment:
 
:iconrikitza:
Rikitza Featured By Owner Aug 12, 2014   Photographer
Alessandra thx :hug:
Reply
:icondead01:
dead01 Featured By Owner Aug 11, 2014  Hobbyist Digital Artist
Wow, dziękuję bardzo, hehe, nie wiem co powiedzieć :D
Reply
:iconblack-cat16:
black-cat16 Featured By Owner Aug 11, 2014
Nic nie musisz mówić. Zrozumiem Twe milczenie. 
Reply
:icondead01:
dead01 Featured By Owner Aug 11, 2014  Hobbyist Digital Artist
hehe, i to jest prawdziwie blackmetalowe podejście ;)
Reply
:iconblack-cat16:
black-cat16 Featured By Owner Aug 11, 2014
Doprawdy? Tak mało black metalu słucham, że się nie znam na black metalowym podejściu za bardzo, ale wierzę Ci na słowo.
Reply
Add a Comment: